Suzuki Swift, nowoczesny, niedrogi i ekonomiczny, cieszy się uznaniem klientów. Idąc za ciosem, koncern stworzył model napędzany na obie osie i zafundował wszystkim niespodziankę - Suzuki Swift 4WD. Postawiony obok przednionapędowego, nasuwa skojarzenie z rysunkową zabawą: "przyjrzyj się i znajdź 10 różnic".
Biorąc pod uwagę wygląd zewnętrzny, może być z tym problem, gdyż jest tylko jedna różnica – znaczek 4x4 na tylnej klapie samochodu. Innych różnic można doszukiwać się dopiero z lupą i miarką. Swift 4x4 jest o 3,5 cm wyższy, a z tyłu, ze względu na krótki tylny zwis, łatwo zauważyć układ przeniesienia napędu na tylną oś. Swift 4x4 niczego nie udaje – nie aspiruje do miana terenówki ani samochodu rajdowego. Jest to na rynku niemal najmniejszy model z napędem na 4 koła. Mniejszy Fiat Panda 4x4 o wiele bardziej różni się od normalnej wersji – podniesione zawieszenie i plastikowe, terenowe ospojlerowanie wykluczają pomyłkę. Konkurencja traktuje swoje auta podobnie. Suzuki Swift nie ma zamiaru atakować segmentu małego auta terenowego dla leśników. To całkowicie miejski samochód.
Kompromisowe wnętrze Miejski styl podkreśla także wnętrze auta: jest całkiem przestronne. Konsola środkowa, zegary i elementy wykończenia tworzą zgraną całość, są czytelne i łatwe w obsłudze. Trochę gorzej jest natomiast z jakością plastików. Miejsca z tyłu jest dużo, ale krótkie i wąskie siedzenia dają się we znaki, zwłaszcza w długich podróżach. Podobnie jest z przodu. Największy mankament to regulowana tylko w pionie kierownica i słabe trzymanie boczne przednich foteli. Kolejny minus to bagażnik. To właśnie jego kosztem dodano tylny napęd. Bagażnik w wersji 4x4 jest o 15 litrów mniejszy od tego w odmianie z napędem na przód i ma jedynie 198 litrów pojemności.
Na wysokich obrotach Różnice w stosunku do przednionapędówki zaczynają się wraz z rozpoczęciem jazdy. Co ciekawe, napęd 4x4 zmusza do mocniejszego wciskania pedału gazu podczas ruszania – sprzęgło jest bowiem tak ustawione, że nawet doświadczonemu kierowcy mogą się przytrafić kangurze skoki. Zdecydowane operowanie gazem to zresztą cecha charakterystyczna Swifta 4WD, który zaczyna jechać dopiero przy wyższych obrotach. Benzynowy silnik o pojemności 1,3 litra pokazuje, na co go stać, dopiero powyżej 4 000 obrotów. Od 4 200 obr./min dostępny jest maksymalny moment obrotowy wynoszący 116 Nm, a maksymalna moc – 92 KM – osiągana jest przy 5 800 obrotach. Zatem dopiero jazda ze wskazówką obrotomierza w okolicach czerwonego pola sprawia, że auto uzyskuje przyjemną dynamikę. Poniżej raczej nie zachwyca. Swift 4WD nie paraliżuje osiągami – do setki przyspiesza w niespełna 13 sekund i można go rozpędzić do 170 km/h. Nie jest to samochód sportowy, choć na miejskie warunki wystarczy. Na trasie też nie wpędzi kierowcy w kompleksy, pod warunkiem, że nie będzie maksymalnie obciążony. Przy wyższych prędkościach napęd 4x4 bardziej przeszkadza niż pomaga – wyraźnie spowalnia auto, a słaby silnik nie sprzyja takiemu wysiłkowi. Stała jazda na wysokich obrotach to dodatkowo wyższe spalanie. W mieście trudno zejść poniżej 10 litrów na setkę, a na trasie zużycie paliwa mieści się w przedziale 8–9 litrów. Dynamiczna jazda autostradowa powoduje, że na wyświetlaczu chwilowego spalania pojawią liczby powyżej 11, a nawet 12 litrów na 100 km. Tu kolejna niespodzianka – Switf 4WD ma mniejszy o 5 litrów (tylko 40 litrów) zbiornik paliwa niż wersja podstawowa. Przy takich parametrach zasięg auta to ok. 350 kilometrów.
Na niepogodę Wszystkie zalety napędu zauważamy podczas niepogody lub w trudniejszym terenie. Auto prowadzi się pewnie na szutrowych i błotnistych leśnych drogach. Swifta wyposażono w sprzęgło wiskotyczne, rozdzielające napęd w momencie braku przyczepności przedniej osi, dzięki czemu nie ma on problemu z ciasnymi i szybkimi zakrętami. Z napędem dobrze współgra precyzyjny, choć nieco zbyt mocno wspomagany, układ kierowniczy. Na nierównościach dobrze spisuje się zawieszenie, które sprawia, że Swifta trudno jest wyprowadzić z równowagi (mimo że jest dosyć wysoki). Suzuki Swift 4WD nie jest dla każdego. To auto jest stworzone dla bardzo wąskiej grupy klientów. Jest idealny na wysokogórskie serpentyny, np. w szwajcarskich czy francuskich Alpach. Nic bowiem nie zastąpi napędu na 4 koła przy śliskich podjazdach, po opadach śniegu czy na wąskich, wiejskich drogach szutrowych. Ale takich miejsc w Polsce nie ma zbyt wiele. Przeciętnemu polskiemu kierowcy taki samochód przyda się kilka razy w roku, np. w czasie ferii zimowych. Ale jest on ciekawą alternatywą dla większych czteronapędówek. A przydatności i bezpieczeństwa, jakie daje napęd 4x4 w krytycznych sytuacjach, nie da się przecenić.