Jak czytamy w artykule Łukasza Kuligowskiego, opublikowanym w "Gazecie Prawnej" posłowie pracujący nad zapisami o systemie automatycznego pomiaru prędkości, postanowili także zmienić obowiązujące ograniczenia. Zaproponowali, żeby po autostradach można było jeździć o 10 km/h niż teraz, czyli 140 km/h. Natomiast na dwujezdniowych drogach ekspresowych nowy limit ma wynieść 120 km/h (teraz 110 km/h). Na trasach innej kategorii ograniczenia zostaną bez zmian.
Podniesienie limitów prędkości jest częścią projektu nowelizacji kodeksu drogowego, nad którym pracują posłowie. Najważniejszą zmianą będzie utworzenie automatycznego systemu nadzoru nad ruchem drogowym. W jego skład wejdzie sieć kilkuset nowoczesnych fotoradarów, które będą natychmiast przesyłać zarejestrowane wykroczenia do Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. Powstanie ono przy Głównym Inspektoracie Transportu Drogowego. Pracownicy centrum będą mieli za zadanie zindentyfikować tylko właściciela pojazdu, którym popełniono wykroczenie. To można zrobić szybko, dlatego wezwania do zapłaty kary nie będą wysyłane po kilku tygodniach od momentu złamania przepisów.
Automatyzacja systemu i przeniesienie go pod kontrolę inspekcji transportu drogowego ma odciążyć policję i usprawnić nakładanie mandatów za wykroczenia drogowe. Tym bardziej, że - wg poselskiego projektu - przekroczeniami prędkości zarejestrowanymi przez policję także zajmie się inspekcja.
Co ważne, kary pieniężne za przekroczenie prędkości będą nakładane w drodze decyzji administracyjnej, a nie mandatu karnego. Będą też wyższe od obowiązujących. Maksymalna - 700 zł za jazdę w terenie zabudowanym o 50 km/h szybciej niż pozwalają znaki. Poza terenem zabudowanym takie wykroczenie spotka się z karą w wysokości 600 zł, a na drogach ekspresowych i autostradach - 500 zł. Obowiązuje tu zasada, że najbardziej dotkliwie karane jest łamanie prawa w terenie zabudowanym, a najmniej na trasach szybkiego ruchu.