Na łamach "Gazety Wyborczej" punktuje to Lech Bojarski. Pisze o tym, że na planowanej A1 częstochowskie węzły będą się nazywać Rząsawa, Ligota. A przecież - jak mówi cytowany przez "GW" Jacek Krawczyk, częstochowski radny, mogłoby to być Częstochowa Północ czy Południe.
Podobnie myślą władze Gliwic. Domagają się zmiany nazw węzłów na A4 i planowanej A1. Np. węzeł Ostrotopa powinien się nazywać po prostu Gliwice Zachód. W Gliwicach - 300 metrów od centrum - powstaje największe w Polsce skrzyżowanie - węzeł w którym przetną się autostrady A1 i A4 oraz droga krajowa nr 44. Co ciekawe będzie się on nazywał Sośnica.
Największym absurdem - jak czytamy w "GW" - będzie jednak nazwa skrzyżowania przyszłej autostrady A1 i drogi ekspresowej S8 pod Łodzią. Węzeł ma nazywać się Wrocław, bo do tego miasta prowadzi ekspresówka. Problem tylko w tym, że stolica Dolnego Śląska jest odległa od tego miejsca o ponad 200 km.
O bałagan w oznakowaniu ponad 750 km polskich autostrad "Wyborcza" zapytała ich zarządcę - Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Odpowiedzi udzielił Jerzy Kozicki, dyrektor Departamentu Zarządzania Drogami i Mostami w GDDKiA, który przyznał, że problem istnieje. Ale nie wiadomo, kiedy zostanie rozwiązany. Urzędnik stwierdza tylko: - Zrobimy to (...) jak już będzie więcej autostrad.
Trzeba przyznać, że to zaskakujące stanowisko. Owszem sieć polskich autostrad docelowo ma sięgnąć 2 tys. km. Nie jesteśmy więc nawet na półmetku, ale właśnie teraz - przed Euro 2012 - szykowana jest budowa ponad 700 km tras szybkiego ruchu. A nadawanie nazw węzłom i zjazdom jest częścią procesu projektowania dróg.