Nie wiadomo, co było bardziej ekscytujące – sceneria Bliskiego Wschodu czy samochód, za kierownicą którego przyszło mi tę scenerię pokonać.
Amman – Akaba, Jordania
Pierwszego dnia, a właściwie nocy, wylądowaliśmy w Ammanie, stolicy Jordanii.
Rano o 9.00 schodzimy na śniadanie, potem zapoznanie z samochodami. Jest siedem Q5. Z numerem jeden podróżuje organizator. My na początek otrzymujemy wóz nr 6, wyposażony w najsłabszy z dostępnych silnik – 2.0 TDI – i manualną skrzynię biegów. Na dachu koło zapasowe, ponieważ w zestawie jest tylko dojazdówka, a zdobycie w Jordanii opony o rozmiarze 245/35/R20 może być zadaniem niewykonalnym. Wnętrze, jak to w Audi, nie rozczarowuje. Duży ekran w części centralnej, na którym wyświetlane są komendy wybrane za pomocą ulepszonego systemu MMi, szklany dach i wyświetlacz komputera między zegarami. Szara tapicerka ożywiona jest metalowymi wstawkami. Nowością jest slot na dwie karty SD. Poza tym każdy Q5 miał dysk twardy o pojemności 40 GB.
Spory rozstaw osi, szerokie koła, niskie nadwozie i współczynnik oporu powietrza wynoszący zaledwie 0,33 Cx (najlepszy w klasie) sprawiały, że Q5 prowadził się doskonale. To też zasługa systemu Drive Select sterującego ustawieniami skrzyni biegów i silnika (tylko automat), pracą układu kierowniczego i zawieszenia. Można go ustawić w pozycji: Comfort, Auto, Dynamic i Indyvidual.
Nie wiedzieć kiedy dojechaliśmy do Madaby i na górę Nebo. Czas na drogę powrotną i zwiedzanie Ammanu. Tym razem siadam z tyłu. Kanapa przesuwa się aż o 10 cm, poza tym można regulować kąt jej pochylenia. Auto najniższe w klasie, ale miejsca nad głową nie brakuje. Przejechaliśmy 300 km. Spalanie na poziomie 9 litrów, ale koło na dachu zrobiło swoje.
Amman – Akaba – Petra, Jordania
Drugiego dnia wsiadamy do samochodu oznaczonego numerem 7. To turbodoładowana benzyna z automatyczną skrzynią biegów. Najpierw test bagażnika. Trzy plecaki wchodzą bez większych problemów. Mniejsze bagaże unieruchamiamy za pomocą przesuwanych przegród.
W końcu mam okazję zapoznać się z największą nowością – dwusprzęgłową, siedmiobiegową skrzynią automatyczną – S Tronic. Współpracuje ona ze wzdłużnie ułożonym silnikiem, a od popularnej DSG różni się tym, że jest w stanie przenieść znacznie większy moment obrotowy, a także może być zastosowana w autach poruszających się w terenie. W tej wersji brak systemu Drive Select.
Z Akaby jedziemy do Wadi Ram, rezerwatu przyrody. Piękna pustynia kusi nas, żeby na moment zjechać z asfaltu na pustynny piach. W końcu 200 mm prześwitu, 500 mm głębokości brodzenia i kąt natarcia wynoszący 25 stopni to poważne atuty jak na SUV-a. Chwile zabawy kończy przyjazd strażnika i piach, który dostał się między tarcze hamulcowe. Kilka szybkich przyspieszeń i hamowań robi swoje – okropny zgrzyt ustaje.
Do Petry dojeżdżamy późnym wieczorem. Łatwo utrzymać się w konwoju, ponieważ tylne światła i kierunkowskazy Audi są bardzo charakterystyczne. Przed kolacją rzut oka na spalanie – 11,2.
Petra – Isthar, Jordania
O 9.00 wsiadamy do samochodów. Tym razem także trafiamy na 211-konną benzynę z automatem i w pięknym białym kolorze. Ciekawostka, to jedyny samochód, który ma łopatki przy kierownicy. Ten egzemplarz ma także system Drive Select, a że to automat, to steruje także pracą silnika i skrzyni biegów. To wspinamy się, to zjeżdżamy. Nad naszym bezpieczeństwem czuwa nowy system ESP. Dzięki czujnikom w relingach dachowych wie, czy podróżujemy z bagażnikiem, czy bez. Łopatki pomagają hamować silnikiem, co przydaje się szczególnie przy stromych zjazdach.
Isthar – Dżarasz – Damaszek, Jordania, Syria
Wyjeżdżamy dopiero o 13.00. Tym razem to, na co czekałem od początku, a więc 3.0 TDI. Silnik, który jest najbardziej popularny w modelu Q7, trafił także pod maskę Q5, samochodu lżejszego o około 500 kg. 240 KM zapewnia sporą dynamikę. To zdecydowanie najbogatsza wersja. Skórzana tapicerka, Drive Select, automatyczna skrzynia biegów. Samochód jedzie wyśmienicie. Na ostrych zjazdach sprawdzamy działanie asystenta zjazdu. Nie pozwala on samochodowi rozpędzić się. Choć jest przydatny głównie na luźnych nawierzchniach, sprawdził się także na asfalcie. Staram się sam siebie przekonać do elektronicznego hamulca postojowego. System automatycznie włącza się, kiedy auto stoi. Cóż, jeżeli się nie zatnie, działa doskonale.
Damaszek – Aleppo, Syria
Rano prawdziwa lekcja bliskowschodniej jazdy po mieście. Na trzech pasach po pięć rzędów samochodów, głównie chińskich. Wszyscy trąbią, świecą, gestykulują, ale to wszystko bez odrobiny agresji. Trzymamy się zderzak w zderzak, ale mimo to najsłabsi nie wytrzymują, wpuszczają między siebie miejscowych i w efekcie się gubią. Dobrze, że są krótkofalówki. Kiedy jesteśmy już w komplecie, jedziemy z Damaszku do Aleppo. Są to dwa najstarsze wciąż zamieszkane miasta na świecie. Znowu trafiliśmy na mocniejszego diesla, więc nie odczuwamy trudów podróży. Celowo podjeżdżamy do innych aut z większą prędkością. Sprawdzamy działanie systemu Adaptive Cruise Control. Tempomat ostrzega o zbliżaniu się do przeszkody z nadmierną prędkością. Pomocne urządzenie, ale nic nie zastąpi ostrożności na drodze.
Aleppo – Stambuł – Sofia, Syria, Turcja, Bułgaria
Na najdłuższy etap przypadł nam najsłabszy silnik, ale za to był to jedyny samochód który nie miał koła na dachu. Wobec tego prowadził się lepiej, a we wnętrzu było ciszej. Poza tym, fajnie wrócić do manualnej skrzyni biegów. 170-konny silnik poradził sobie doskonale, a brak koła sprawił, że spalanie wyniosło jedynie 8,3 litra, co przy średniej 102 km/h jest wynikiem doskonałym.
Rano wstajemy, a jakże, o 4.00. Tym razem mgła i deszcz. Temperatura już bliższa naszej szerokości geograficznej – 6 stopni Celsjusza. Szybko osiągamy granicę Unii i od razu inny świat. Najpierw bułgarscy celnicy pytają o czapeczki i koszulki Audi, a potem robią sobie krótkie przejażdżki po placu. Wszystko dzielnie znosimy, żeby tylko być już po przekroczeniu ostatniej granicy. W końcu dojeżdżamy do Sofii. Czas zamienić auto na samolot. Szkoda, bo mały SUV Audi – Q5, to samochód, który urzekł, podobnie jak Bliski Wschód.