Na początek wybierzemy większe samochody dystrybucyjne, ale takie, które bez problemu mogą poruszać się w mieście – do 9 t DMC. Następnie poszukamy czegoś lżejszego, ale pakownego. Na koniec przejrzymy ofertę koncernów mających samochody dostawcze poniżej 3,5 t DMC, żeby skończyć na osobowych dwumiejscowych samochodach dających możliwość odliczenia podatku VAT.
Mercedes Atego |
Jazda ciężka
Kompletując nasz miejski park, zacznijmy od samochodów, którymi będziemy wozić towary od dostawcy do magazynu i dalej do sklepu. Od momentu, kiedy dawno temu zorientowałem się, że Spidermanem raczej już nie będę, zapragnąłem mieć hurtownię słodyczy. Nie mam, ale na potrzeby budowy naszej floty właśnie wymyśliłem.
Wprawdzie teraz mamy do czynienia z rynkiem pracodawcy, nie pracownika, ale nie chcemy, żeby nasi kierowcy jeździli, myśląc o zmianie pracy. Dlatego, żeby wozić słodycze od producentów do hurtowni, zdecydujemy się na samochód sprawdzony, ale komfortowy. Wybór padł na Mercedesa Atego.
Decydujemy się na podwozie dwuosiowe 10,5-tonowe. Tak na wszelki wypadek, gdyby naszych klientów dopadła nieopanowana chęć spożywania słodyczy, mamy zapas tonażu. Łakocie odbieramy od różnych producentów. Dysponują oni różną wysokością ramp. Ze względów oszczędnościowych nie chcemy, aby nasz Atego był wyposażony w tylnoburtową windę załadowczą. Rozwiązaniem optymalnym będzie system regulacji poziomu ramy – Telligent. Pilot zdalnego sterowania umożliwia podniesienie poziomu ramy z kabiny, w zależności od typu pojazdu (w przypadku Atego do 10,5 tony o 120 mm) Dodatkowo, dzięki konstrukcji ramy przód z kabiną jest obniżony, co ułatwia wsiadanie i wysiadanie.
Z racji pracy w miejskim, ciasno zabudowanym terenie decydujemy się na droższą, ale bardziej efektywną, bezobsługową skrzynię o 9 przełożeniach. Połączymy ją z silnikiem o pojemności 4,2 litra i mocy 177 KM. Jest to jedna ze słabszych dostępnych jednostek, ale w zupełności wystarczająca na nasze potrzeby. Podobnie jak standardowa kabina typu S. Bez miejsc sypialnych, ale nie przewidujemy dalekich transportów.
Król segmentu
Mamy już nasze słodycze zwiezione do magazynu na przedmieściu. Atego pojechało w kolejną trasę po smakołyki, a my tymczasem musimy rozwieźć towar do większych sklepów, czyli supermarketów. Potrzebny jest samochód zdecydowanie mniejszy niż Mercedes, ale na tyle ładowny, żeby jednym kursem mógł obsłużyć dwa, trzy sklepy. Bierzemy Iveco Daily. Po pierwsze dlatego, że ten model ma już 30-letnią tradycję, a po drugie – szukamy solidnego pojazdu na ramie. Producent reklamuje, że to samochód przewidziany do codziennej, ciężkiej pracy w mieście. Sprawdzimy.
Ze względów finansowych decydujemy się na furgon 35C. Oznacza to, że będzie można go prowadzić z prawem jazdy kategorii B. Większa możliwość znalezienia kierowców i mniejsze kłopoty z tachografami. Zwłaszcza że parametry są więcej niż wystarczające. Z pojedynczą, dwumiejscową kabiną mamy 1235 kg ładowności. Wystarczy dla niewielkiego miasteczka. Daily będzie kursował do większych sklepów, więc wystarczy jedna para drzwi bocznych. Zawsze to oszczędność. Gdyby przyszło nam wozić, powiedzmy, wafle, czyli towary duże gabarytowo, ale lekkie, decydujemy się na model przedłużany i podwyższany o kubaturze 17 m3. Szerokość między nadkolami, 1030 mm, spokojnie umożliwi nam załadunek europalety.
Jeszcze silnik. Tutaj w zupełności wystarczy 3.0 HPI o mocy 146 KM. W połączeniu z sześciobiegową skrzynią to optymalna kombinacja mocy do spalania.
Lekka kawaleria
Zdecydowana większość odbiorców naszych słodyczy to małe, lokalne sklepiki rozsiane na terenie całego województwa. Musimy tam jeździć średnio dwa razy w tygodniu. Potrzebujemy więc auta, a właściwie aut, oszczędnego, ale też takiego, które będzie mógł zabrać ilość towaru wystarczającą dla kilku sklepów. Takie samochody w naszej firmie potrzebne są trzy. Decydujemy się na jedną markę, wynegocjujemy u dealera lepszy rabat, a poza tym łatwiejsze będą kwestie serwisowe. Szukamy w popularnym segmencie LCV. Wybór jest duży. Wybieramy francuski. Nowe Renault Kangoo to samochód optymalny ze względu na cenę i możliwości przewozowe.
Rzut oka na konfigurator modelowy. Średni miesięczny przebieg szacujemy na poziomie 5 tys. km. Wybór musi więc paść na diesla. Nie przewidujemy konieczności wożenia ludzi, więc przedział pasażerski tylko dla dwóch osób. Poza tym, daje to możliwość odliczenia VAT-u, co przy trzech autach i łącznych przebiegach miesięcznych na poziomie 15 tys. km da wymierne oszczędności.
Decydujemy się więc na wersję Kangoo Express 1.5 dCi 70 KM. Silnik jest jednym z najsłabszych w ofercie, ale wystarczający do naszych potrzeb, a poza tym spalanie w cyklu mieszanym to niewiele ponad 5 litrów. Także 667 kg ładowności nas satysfakcjonuje. Trzy metry sześcienne kubatury i wymiary przestrzeni towarowej: 1731 mm długość, 1223 mm szerokość i 1188 mm wysokość, też spełniają nasze wymagania.
Z wyposażenia dodatkowego wybieramy radio z CD i klimatyzację. W dłuższych trasach elementy niemal niezbędne.
Dla handlowców
Nasza firma nie spoczywa na laurach i wciąż szuka nowych klientów, dlatego mamy do dyspozycji pięciu przedstawicieli handlowych. Trzeba ich wyposażyć w samochody. Muszą to być pojazdy, które będą łączyły komfort samochodów osobowych z niewielkimi możliwościami transportowymi. Zakładamy, że podczas prezentacji u klientów trzeba im będzie pozostawić próbki towarów. Tutaj pojawia się problem – czy zdecydować się na auta pięcio- czy dwuosobowe, z możliwością odliczenia VAT-u.
W pierwszym przypadku mamy zadowolonych pracowników (pięcioosobowe auto to znaczny bonus do pensji), w drugim – oszczędności wynikające z odliczeń fiskalnych. Decydujemy się na kompromis. Wybieramy samochód z grupy, która niedawno się narodziła: Mini LCV. Nie namyślamy się długo – Citroën Nemo. To bliźniacza z Fiatem Fiorino i Peugeotem Bipperem konstrukcja. 70-konny motor 1.4 HDI w zupełności wystarczy. Nadwozie typu mixt Multispace to udane połączenie ładowności (515 kg) z liczbą miejsc (5). Poza tym można odliczyć 6 tys. zł podatku VAT. Płaskie i wysokie przestrzenie, jakie występują w samochodach dostawczych, ułatwią także brandowanie.
Słodki interes
Oczywiście, nasz park jest czysto hipotetyczny, podobnie – niestety – jak nasza firma. Ale to nie oznacza, że do prawdziwej firmy, działającej w podobnej branży, takie samochody by nie trafiły. Dobrym pomysłem jest zdecydować się, w miarę możliwości, na samochody jednej marki kupione u jednego dealera. Wtedy nasza siła negocjacyjna rośnie. Dywersyfikacja parku ma także dobre strony. Mamy możliwość przetestowania w praktyce różnych modeli, a także sprawdzić jakość poszczególnych serwisów.
Warto też dłuższą chwilę poświęcić na wybór odpowiedniej formy finansowania. Jeżeli na naszą podstawową działalność, powiedzmy wytwórczą, potrzebujemy kredytu, wtedy lepiej zdecydować się na zakup samochodów za gotówkę. Natomiast, gdy mamy taką zdolność kredytową i nie chcemy angażować własnego kapitału w samochody, optymalny wydaje się leasing. Jest jeszcze wynajem długoterminowy, ale ten w sektorze samochodów ciężarowych i dostawczych jest słabo rozwinięty.