To wyniki sondy przeprowadzonej przez Szkołę Jazdy Renault wspólnie z serwisem moto.onet.pl, w której oddanych zostało blisko 106 tysięcy głosów. Warto przypomnieć, że żółte światło oznacza zakaz wjazdu za sygnalizator. Przepisy dają możliwość minięcia go tylko, gdy samochód znajduje się tak blisko sygnalizatora, że nie ma możliwości zatrzymania go bez gwałtownego hamowania, które stworzyłoby zagrożenie dla jadących z tyłu. Dwie trzecie kierowców, którzy wzięli udział w sondażu, deklaruje, że tak właśnie postępuje.
Jednak znaczna część kierowców nagminnie ignoruje żółte światło i zamiast zatrzymać się przed sygnalizatorem, przyspiesza, aby przejechać.
- Takie zachowanie jest szczególnie niebezpieczne w sytuacjach, kiedy przed kierowcą ignorującym żółte światło znajduje się inny samochód, który zatrzyma się. Uderzenie w tył innego auta przed skrzyżowaniem to częsta i groźna stłuczka. Wszystko przez brak wyobraźni i traktowanie żółtego światła jak gdyby było zielonym – ostrzega Zbigniew Weseli, dyrektor Szkoły Jazdy Renault.
Szczególna sytuacja, która daje możliwość przejechania na żółtym świetle jest często nadinterpretowana przez kierowców. - Nagminne przejeżdżanie na żółtym świetle często ma niewiele wspólnego z faktem, że kierowca naprawdę nie mógł się zatrzymać. Taka ewentualność zachodzi tylko wtedy, gdy żółte światło włącza się na ułamek sekundy przed dojechaniem do sygnalizatora i wówczas faktycznie nie ma możliwości, aby zahamować. W każdym innym wypadku należy się zatrzymać – dodaje Weseli.
Przejeżdżanie na żółtym świetle jest bardzo ryzykowne nie tylko dla samych kierowców, ale też dla pieszych. Sytuacja, podczas której kierowca nie zatrzymuje się, dojeżdżając do sygnalizatora z żółtym światłem oznacza, że z dużym prawdopodobieństwem przejeżdża skrzyżowanie już na świetle czerwonym. W tym czasie na pasach mogą pojawić się przechodnie.
Wjeżdżanie za sygnalizator, kiedy jest to zabronione, jest wykroczeniem, za które grozi kierowcy jeden z najwyższych mandatów - nawet 500 zł - oraz 6 punktów karnych.