„Kierowcy BMW Serii 7 zawsze wybierają najdłuższą drogę do domu”. Takim hasłem BMW reklamowało kilka lat temu jedną z poprzednich generacji „siódemki”, by podkreślić, ile frajdy z jazdy daje to auto. W odniesieniu do nowego modelu, te słowa nie straciły na aktualności.
Nowa generacja flagowej limuzyny z Monachium raczej nie wzbudzi większych stylistycznych kontrowersji, jak bywało w przeszłości. Choć mierzy ponad pięć metrów, wygląda lekko, elegancko i jest po prostu ładna, łącząc elementy nowoczesne z klasycznymi. Klasyczne są typowe dla BMW: długa maska i linia boczna samochodu oraz kształt tylnych świateł. Jeśli idzie o nowoczesne technologie, w przypadku tego samochodu jest to temat rzeka. Ale po kolei.
Kluczyka brak
Na początek kluczyk czy raczej połączenie pilota i karty dostępowej. Kiedy ma się kartę w kieszeni, wystarczy dwukrotnie pociągnąć masywną klamkę i grube, solidne drzwi szeroko się otwierają, zapraszając do wnętrza. Nazywa się to dostępem komfortowym: limuzyna sama rozpoznaje kierowcę i odryglowuje drzwi, kiedy zbliża się on do auta, a rygluje, kiedy się oddala. Silniczki elektryczne domykają drzwi, gdy kierowca lub któryś z pasażerów zatrzasną je zbyt słabo.
Pierwsze wrażenie po zajęciu miejsca za kierownicą jest takie, że wszystko znajduje się na wyciągnięcie ręki, w optymalnej odległości od kierowcy. Wygląd wnętrza największego BMW można również określić jako klasykę w nowoczesnej interpretacji: przejrzyste, czytelne i – mimo kosmicznej liczby funkcji i możliwości – nieprzeładowane wskaźnikami i przełącznikami. Jakość użytych materiałów i wykonania są fantastyczne, a wrażenie luksusu potęguje fakt, że deskę rozdzielczą pokryto skórą. Warto poświęcić trochę czasu na ustawienie dostępnych za dopłatą (9683 zł) komfortowych foteli, bo kiedy raz już się to zrobi, nawet najdłuższa podróż nie jest straszna plecom kierowcy. Oprócz elektrycznej regulacji i podgrzewania, wydłużanego siedziska, siedzenia są również chłodzone i mają funkcję masażu. Podobne fotele czekają zresztą na pasażerów w drugim rzędzie.
W tej beczce miodu jest jednak także kropla dziegciu. Mimo że „siódemka” w testowej wersji jest autem czteroosobowym, bo miejsce piątego pasażera zajmuje olbrzymi podłokietnik z wbudowanym telefonem komórkowym, to ilość miejsca na nogi dla dorosłych pasażerów można ocenić najwyżej dostatecznie. Jeśli „siódemka” ma pełnić rolę służbowej limuzyny, którą szofer wozi prezesa, nie od rzeczy jest zakup wersji przedłużonej. Jeśli jednak pozostajemy przy 750i o standardowej długości nadwozia i mowa jest o szoferze, to... chciałbym nim być.
Wrota do innego świata
Wciśnięcie przycisku start/stop budzi do życia 407 koni mechanicznych, które na życzenie, wyrażone prawą stopą kierowcy, przenoszą jego i pasażerów w inny wymiar.
Maksymalny moment obrotowy osiąga wartość 600 Nm i jest w pełni dostępny w bardzo szerokim zakresie, bo od 1750 do 4500 obr./min. Dzięki temu, niezależnie od prędkości jazdy, mocne wciśnięcie gazu skutkuje zawsze gwałtownym przyspieszeniem i nawet podczas jazdy z autostradową prędkością auto startuje tak, jakby ruszało z miejsca. Wielka w tym zasługa rewelacyjnej, sześciobiegowej przekładni automatycznej, która przełącza biegi szybciej niż najszybszy kierowca i w razie potrzeby redukuje nawet o cztery przełożenia w dół. Podczas ostrego startu z miejsca układy kontroli trakcji i dynamicznej kontroli stabilności wykonują naprawdę ciężką pracę, a jeśli się je wyłączy – co jest możliwe po przytrzymaniu przez kilka sekund przycisku na konsoli środkowej – szerokie jak walce tylne koła kręcą się w miejscu, próbując złapać kontakt z nawierzchnią. Jednak tego typu zabawy kompletnie nie pasują do charakteru „siódemki”: mimo że osiągi ośmiocylindrowego silnika pozwalają zawstydzić wiele czystej krwi sportowych samochodów, auto zupełnie do tego nie prowokuje, pozwalając cieszyć się luksusem. Fakt, że 750i jest w stanie rozpędzić się do setki w 5,2 s, nie oznacza przecież, że trzeba z tego bez przerwy korzystać.
Kierowca ma do dyspozycji cztery ustawienia charakterystyki pracy auta: Comfort, Normal, Sport i Sport+. W zależności od jego wyboru, inne są reakcje silnika na gaz, szybkość zmiany biegów i sztywność układu kierowniczego. Zmienia się też sztywność zawieszenia.
 Kliknij, aby powiększyć. |
Cena czyni cudaNowe
BMW Serii 7 to obecnie jeden z najbardziej zaawansowanych technologicznie samochodów świata. Oprócz wspomnianych wcześniej: silnika, skrzyni biegów, regulacji zawieszenia i rozwiązań z dziedziny komfortu, na właściciela tego auta czeka istna eksplozja technicznych fajerwerków. Dzięki układowi head-up display, w polu widzenia kierowcy na przednią szybę rzucane są najważniejsze parametry jazdy: takie jak aktualna prędkość, ostrzeżenia przed przeszkodą, komendy nawigacji i aktualne ograniczenia prędkości (sczytywane ze znaków drogowych). Jeżdżącym w nocy z pomocą przychodzi asystent świateł drogowych, regulujący siłę reflektorów i doświetlanie zakrętów zależnie od panujących warunków. Podróżowanie ułatwia aktywny tempomat z funkcją Stop&Go, który nie tylko utrzymuje zadaną odległość od poprzedzającego auta, ale w razie potrzeby (czerwone światło, korek itp.) zatrzymuje samochód, a następnie znów rozpędza go do zaprogramowanej prędkości. Manewrowanie ułatwia kamera cofania i kamery side view, wbudowane w przednie błotniki i poprawiające widoczność na boki.
Biorąc pod uwagę to wszystko, przestaje dziwić cena samochodu wynosząca – według specyfikacji – niemal 600 tysięcy złotych. Jakość musi kosztować – banał, ale, niestety, prawdziwy. To nie wszystko, bo nabywcy supernowoczesnych, luksusowych samochodów płacą nie tylko za jakość i komfort. Płacą też za rozwój i wdrożenie technologii, które – za odpowiednio niższą cenę – trafiają pod strzechę, czyli do popularnych i masowo kupowanych aut, kilka lat później. Czy ktoś pożyczy mi pół miliona, żebym nadal chciał wracać do domu najdłuższą drogą?