Do tej pory sportowe samochody Audi powstawały na bazie seryjnych aut. Od modelu Quattro, poprzez RS2, RS4, aż po ostatnie – 580-konne RS6. Wszystkie korzystały z rozwiązań znanych z aut dla zwykłych śmiertelników, które przystosowywano do olbrzymich mocy. W ofercie brakowało wyjątkowego samochodu. Supersamochodu.
Gdy tylko pierwsze R8 z silnikiem V8 trafiło do sprzedaży, inżynierowie zaczęli rozglądać się za możliwością wzmocnienia „erósemki”. Efekty ich prac już w 2007 r. podziwiali motoryzacyjni paparazzi, którzy na północnej pętli Nurburgringu, gdzie Audi testowało te auta, fotografowali spalone szkielety prototypowych R8 z silnikami o mocy wyższej niż 500 koni.
Samochody płonęły, ponieważ ich silniki były wyposażone w generujące zbyt dużo ciepła turbosprężarki, a z racji centralnie umieszczonego motoru, R8 miało problem ze schłodzeniem układu napędowego, co w efekcie prowadziło do spektakularnych pożarów. Problem udało się rozwiązać, gdy za fotele wciśnięto dziesięciocylindrowy motor z Lamborghini Gallardo LP560-4 o mocy ograniczonej do 525 KM, który niedawno trafił do seryjnej produkcji.
Nie wiem, jak jeździły prototypy z doładowanymi silnikami, ale wiem, jak jeździ to auto. Genialnie. Auto od wersji z dwoma cylindrami mniej różni się nieznacznie – nieco inne diodowe lampy z przodu, nowy wzór felg o rozmiarze 19 cali, dwa owalnie zakończone wydechy i dyskretny znaczek V10 pomiędzy przednim nadkolem a drzwiami. Po otwarciu drzwi pilotem podświetla się wnętrze kabiny i dwie lampki LED, które oświetlają skrywający się pod tylną szybą silnik. Sam jego widok budzi respekt. Ma suchą miskę olejową, cztery wałki rozrządu, wiele elementów jest kutych i aluminiowych. To dzięki temu jest zaledwie 30 kg cięższy niż motor V8. Można na niego patrzeć godzinami, ale przecież nie o to w takich autach chodzi.
Po przekręceniu kluczyka w stacyjce dochodzi do mnie cichy pomruk. Nie tego oczekiwałem od auta, które kosztuje w najtańszej wersji 700 tys. zł. Ale wystarczy, że ruszymy i wskazówka obrotomierza przekroczy 5000 obrotów, a wówczas 530 Nm wciśnie nas w fotel, a dźwięk silnika przerwie każdą rozmowę telefoniczną. Jeden koń mechaniczny musi poradzić sobie z masą niewiele wyższą niż 3 kg (w przeciętnym kompakcie czy aucie z segmentu D jeden koń porusza często masę pięciokrotnie większą).
Każda zmiana biegu (w testowym samochodzie była skrzynia automatyczna) powodowała silne szarpnięcie. Takie, jakiego oczekuje się od supersamochodu. To nie jest amerykańska limuzyna dla stałego bywalca restauracji typu fast food. Jeśli chce się R8 jeździć szybko, to trzeba do niej wsiadać na czczo. Od 0 do 100 km/h przyspiesza w 3,9 s, a do 200 km/h w niespełna 12 s, czyli w czasie, w którym 95% aut jeżdżących po polskich drogach nie osiąga nawet setki. Prędkość maksymalna pojawia się na czytelnym zegarze w czasie 45 s, a wynosi ona 316 km/h.
Po zaspokojeniu pierwszej ciekawości związanej z osiągami, przychodzi czas na bliższe poznanie wnętrza auta. Jest idealne. Proste, niczym nie zajmuje i nie przeszkadza. Liczba przełączników ograniczona jest do minimum. Mnie zainteresował przycisk „Sport”, który zmienia charakterystykę pracy skrzyni biegów i przycisk uruchamiający system Audi Magnetic Ride. Jest on dostępny także w tańszych modelach tej marki i zmienia siłę tłumienia amortyzatorów. Na chwilę wyłączam też system kontroli trakcji, aby przekonać się, że jest to równie ryzykowne, co wejście w szaliku Legii Warszawa na stadion poznańskiego Lecha (i odwrotnie).
Kara, która czeka na takiego śmiałka jest nieuchronna, dlatego z tego pomysłu szybko rezygnuję i uruchamiam ponownie elektroniczny kaganiec, tym bardziej, że droga jest mokra. R8, pomimo napędu na cztery koła, potrafi przekazać niemal cały moment obrotowy na koła tylne. Przy dohamowaniu przed zakrętem i w zakręcie prowadzi się jak po szynach, ale gdy dodamy gazu na wyjściu, musimy szybko pomyśleć o kontrze. I nie pomoże nam tutaj bardzo korzystny rozkład mas (44 na przednią, a 56 na tylną oś).
Ten samochód szybko uczy pokory. Nawet jeśli wyposażymy go w warte 40 tys. zł hamulce ceramiczne.
Choć Audi zapewnia, że auto pali zaledwie 13,7 w cyklu mieszanym, to moje średnie spalanie wyniosło 40 litrów. Przy dynamicznej jeździe 525-konnym autem nie powinno to nikogo dziwić. Ale w codziennej eksploatacji 90-litrowy zbiornik paliwa powinien wystarczyć na trochę więcej niż 225 km. Chyba że ktoś nie będzie w stanie się powstrzymać i będzie starał się trzymać silnik na wysokich obrotach, które dochodzą tu do 8700 obr./min. To właśnie wówczas Audi R8 V10 brzmi najpiękniej.