Samochody premium
wielkość czcionki: A A A | 2010-04-20 23:05:52 | rss
fot. Adam Włodarz
Mercedes E 350 CDI BE Avantgarde sedan - E w stronę S
Nowa Klasa E to bardzo dopracowane auto, które oprócz typowych dla segmentu premium przymiotów atakuje nas dużą liczbą nowoczesnych systemów elektronicznych, do tej pory zarezerwowanych tylko dla topowej Klasy S.


Testowy pojazd wypożyczyliśmy od dilera Mercedesa, firmy Sobiesław Zasada Kraków. Otrzymaliśmy szarego metalizowanego sedana z pakietem wyposażenia Avantgarde i dodatkową stylizacją AMG (tyle, że bez 18-calowych felg, na zimowych mniejszych kołach). Mercedes miał napęd na tylną oś i wysokoprężny silnik V6/231 KM Euro 5 sprzęgnięty z siedmiobiegową automatyczną przekładnią 7 G-Tronic. Pojazd był mocno doposażony, a jego cena w zeszłym roku wyniosła prawie 360 tys. zł, dużo więcej niż cena bazowa tej wersji. To sporo, nawet biorąc pod uwagę ogromną liczbę dodatkowych elementów pojazdu, z drugiej strony – w klasie premium ceny dodatków nigdy nie są niskie, a jak kogoś stać, to czemu miałby sobie ich nie dokupić. Powstają wtedy takie pojazdy klasy średniej wyższej, których cena niebezpiecznie zbliża się do aut luksusowych, ale zdecydowanie mniej rzucają się w oczy. Czy tak jednak jest z nową Klasą E?

AGRESYWNY WYGLĄD
W porównaniu z poprzednią generacją (W211) czy też nawet starszym „okularnikiem” (W210) przyznać trzeba, że Mercedes dość odważnie podszedł do nadwozia nowego modelu. Oczywiście nie sposób nie zauważyć typowych podobieństw do większego modelu – Klasę S widać zarówno z przodu, jak i np. w wytłoczeniach tylnych błotników, ale nowe przednie reflektory wielu dotychczasowych użytkowników Mercedesów określi jako odważne. Przypomnijmy jednak, że głosy oburzenia słychać było także wtedy, kiedy w miejsce kwadratowych pojedynczych reflektorów W124 wprowadzono podwójne okrągłe lampy W210. Rynek szybko zweryfikował pierwsze niepochlebne opinie. Podobnie jest zresztą z najnowszą Klasą E, która mimo braku dostępności wersji kombi (do kupienia było jedynie kilka egzemplarzy pod koniec zeszłego roku, a teraz trzeba długo czekać) sprzedaje się bardzo dobrze. Nasz testowy pojazd dodatkowo wyposażony w pakiet stylizacyjny AMG prezentował się bardzo rasowo, oczywiście jak na duże auto klasy średniej wyższej.

TYSIĄCE, CO NIE MĘCZĄ
Od lat wiadomo, że Mercedes Klasy E to idealne auto w daleką trasę, szczególnie gdy pod maską pracuje sześciocylindrowa jednostka wysokoprężna. W tym wypadku połączono ją, jak już wspomnieliśmy, z siedmiobiegowym automatem (z dwoma biegami wstecznym). Każde dziecko, które choć trochę interesuje się motoryzacją wie, że nie ma nic lepszego niż spokojne automaty w autach z gwiazdą na masce, szczególnie wtedy, gdy zależy nam na pokonaniu długiej trasy. Tak jest również i w tym wypadku.

Co prawda producent umieścił pod kierownicą łopatki do manualnej zmiany biegów (można wybierać do 6. przełożenia, potem skrzynia przechodzi w tryb Drive), ale w praktyce raczej się z tego nie korzysta, bo automat dobiera biegi w bardzo dobry sposób. Jasne, że to nie jest jakaś zwariowana, dwusprzęgłowa skrzynia DSG z Golfa GTI, ale jak na Mercedesa szybkość jej pracy jest niezła, poza tym potrafi redukować o kilka przełożeń w dół. To w połączeniu z pracującą jedwabiście sześciocylindrową jednostką diesla czyni z Mercedesa bardzo sprawny środek transportu. Doskonałe wyciszenie sprawia ponadto, że bardzo szybko można się zagalopować i osiągnąć prędkości niedozwolone nawet na autostradach.

W tym miejscu koniecznie trzeba napisać o świetnych osiągach testowanego przez nas auta – niecałe 7 sekund do setki i prawie 250 km/h prędkości maksymalnej – kiedyś w dieslu z gwiazdą na masce byłoby to nie do pomyślenia. Ale trzeba od razu dodać, że na rynku znaleźć można szybszego diesla – tego z BMW 535d. Z drugiej strony, Mercedesem da się także dostojnie i oszczędnie przemieszczać, czemu sprzyja duża liczba przełożeń i charakterystyka pracy silnika (w trybie D rzadko pracuje wyżej niż tys. obr./min).

WNĘTRZE PREMIUM
To, co zobaczyliśmy we wnętrzu testowej Klasy E, bardzo pozytywnie nas zaskoczyło. Skórzana tapicerka, świetne sportowe fotele, pełna elektryka sterowania nimi z potrójną pamięcią, elektryczna regulacja kolumny kierowniczej i wiele innych elementów, których niestety nie znajdziemy w standardzie. Ale nawet gdyby ich nie było, to i tak docenilibyśmy świetne materiały wykończeniowe, przejrzystą deskę rozdzielczą i brak klasycznej dźwigni automatycznej skrzyni biegów. Tę ostatnią zastąpiono bowiem przełącznikiem z prawej strony kierownicy (jak w Klasie S) – doskonałe rozwiązanie. Gdy chcemy jechać w przód, wystarczy przejść dwa położenia w dół i już, w tył – jedno w górę. Jeżeli zaś chcemy włączyć P, naciskamy przycisk na końcu przełącznika. Dobra robota Mercedesie.

Wypożyczony egzemplarz miał także pneumatyczne, regulowane zawieszenie, które można było utwardzić i sprawić, że dystyngowana Klasa E może stawać w szranki z usportowionymi kompaktami. Warto jeszcze wspomnieć o centralnie umieszczonym monitorze, który wyświetla m.in. informacje nawigacji, a gdy włączymy wsteczny bieg, pokazuje obraz ze wstecznej kamery (tak jak w Klasie S).

ZAUFANIE TO PODSTAWA
Wśród standardowego wyposażenia nowej Klasy E znajdziemy m.in. system ostrzegający o tzw. sekundowym śnie. W przeciwieństwie do rozwiązania znanego z Lexusa nie obserwuje on przy pomocy kamery twarzy kierowcy, a tylko analizuje jego styl jazdy i gdy stwierdzi duże odstępstwa od zwykłego zachowania, ostrzega nas. Poza tym pojazd wyposażony jest także w system Pre Safe rodem z Klasy S, który oceniwszy jakąś sytuację jako niebezpieczną, ustawia nam fotele w optymalne pozycje, dociąga pasy i zamyka okna. Testowany przez nas pojazd doposażony był w pakiet asystenta jazdy, który m.in. potrafi utrzymywać stałą odległość od poprzedzającego pojazdu i wyhamować nas automatycznie, gdy ten się zatrzyma.

Sprawdzaliśmy działanie systemu, dojeżdżając z prędkością 50 km/h do auta stojącego na światłach. Na szczęście jego właściciel nigdy się nie dowie, że nie nacisnęliśmy hamulca, gdyż zrobiła to za nas elektronika – przedziwne uczucie, ale jeżeli ma to komuś uratować życie, nie mamy pytań. Zastrzeżenia mamy za to do asystenta martwego pola, który włącza się nie tylko wtedy, gdy mijające nas auto nie jest widoczne w lusterku. Nam aktywował się przy wysokich zaspach znajdujących się na poboczu. Kolejnym ciekawym systemem dostępnym w opcji jest asystent pasa jazdy, gdy opuścimy nasz pas wibruje kierownica, w tym wypadku przeszkodą w jego działaniu są słabo oznakowane poziomo rodzime drogi. To nie koniec – za dopłatą zamontowano w „naszej” Klasie E także aktywne reflektory, które nie tylko świecą dalej na autostradzie, a szerzej na zwykłych drogach, ale także potrafią automatycznie wyłączyć światła drogowe (długie), gdy stwierdzą, że kogoś oślepiają.

Oczywiście tego typu elektroniczne gadżety rodem z klasy luksusowej cieszą, gdy pojazd jest nowy, ale jakoś trudno nam wyobrazić sobie, że po 20 latach i srogich polskich zimach, wszystko będzie tutaj tip-top. To dlatego dużą liczbę elektroniki umieszczamy w rubryce „Mniej nam się podobało”, chociaż wiele osób uzna ją za plus.

Podobało nam się:
Agresywny wygląd zewnętrzny, wyposażenie testowanego egzemplarza, właściwości jezdne, kultura pracy silnika
Mniej nam się podobało:
Koszty zakupu, szczególnie z opcjonalnym wyposażeniem, duża liczba elektroniki zastępującej kierowcę

Zdaniem testującego
Mercedes Klasy E ma zasadniczo rzecz biorąc jedną wadę, którą jest cena. Nawet nie tyle bazowej wersji, ile takiej, jaka była testowana przez nas – super doposażonej. Klasa E nigdy raczej nie zerwie ze swoim dość statecznym wizerunkiem, ale faktem jest, że w tej generacji producent zrobił co mógł, aby zdobyć więcej młodszej klienteli jeżdżącej pojazdami BMW i Audi. Zawieszenie pneumatyczne Mercedesa w trybie sport dość mocno się utwardza, układ kierowniczy jest całkiem bezpośredni, a elektroniczne gadżety trafią w gusta miłośnika nowoczesnej techniki. Do tego wygląd pojazdu w porównaniu z poprzednikiem jest całkiem agresywny, szczególnie z pakietem AMG, w który wyposażony był testowany przez nas egzemplarz. Co ciekawe jednak, nie zmieniło się to, za co Klasę E kochamy i to od kilku jej generacji, czyli fakt, że tym autem w sposób bajeczny „połyka” się kolejne kilometry trasy, co prawie w ogóle nie męczy. Szanse na włączenie systemu ostrzegającego o „sekundowym śnie” są więc niewielkie.

Konkurenci:
Audi A6 3.0 TDI/240 KM quattro Tiptronic – 216 tys. zł
Niezły wygląd zewnętrzny i ogromne wnętrze, ale nadwozie mocno już opatrzone i plebejskie spokrewnienie z autami VW. Słuszny silnik diesla o mniejszej niż w Mercedesie pojemności, ale za to seryjny napęd na cztery koła, za który w E Klasie musimy dopłacić w opisywanej wersji ok. 12,5 tys., co czyni ten model jeszcze droższym. Co ciekawe, osiągi Audi 3.0 TDI są niemal identyczne z tymi z E Klasy 350 CDI.

BMW 530d – 223,1 tys. zł
Świetne właściwości jezdne i możliwość sporej negocjacji cen z uwagi na wprowadzenie nowego modelu (nie porównujemy go z powodu braku cennika w momencie powstawania tego testu). „Rasowy wózek” dla tych, co lubią nie tylko się przemieszczać, ale także prowadzić, ale jego design jest wciąż dość kontrowersyjny i nie wszystkim przypada do gustu. Pojazd coraz częściej trafia też w ręce zorientowanej na sportowe stroje młodzieży.

Tekst pochodzi z magazynu "Auto Firmowe"


Adam Włodarz   "Auto Firmowe" nr 1-2 (56-57) 2010

drukujNewsletter Auta Firmowego
     Przeczytaj także
     Galeria zdjęć


     Forum


Zobacz nasze szkolenia branżowe!

Szkolenia branzowe

Samochody popularnych marek w Autofirmowe.pl

Alfa Romeo Audi Bentley Bmw Cadillac Chevrolet Chrysler Citroen Dacia Daf Dodge FSO Fiat Ford GAZ Honda Hummer Hyundai Infinity Iveco Jaguar Jeep Kia Lancia Land Rover Lexus MINI Mazda Mercedes Mitsubishi Nissan Opel Peugeot Porsche Renault Saab Seat Skoda Smart Ssangyong Subaru Suzuki Tata Toyota Volkswagen Volvo
2004-2010 Copyright © Forum Press Sp. z o.o.
Powered by +CMS and JamnikCMS.