W zeszłym roku w Brnie Vaclaw Klaus, prezydent Czech, prowadził konferencję „Mity o srodowisku”. Jednym z dyskutantów był szef czeskiej Partii Zielonych, który podczas ostrej wymiany poglądów zapytał prowadzacego: - Czym pan przyjechał, panie prezydencie, Audi A8? Ja przyjechałem autem przystosowanym do jazdy na oleju rzepakowym. Pana auto ma emisję dwutlenku 300 gramów na kilometr, a moje praktycznie zero. A ponieważ nie jesteśmy w socjalizmie, niech płaci ten, kto zanieczyszcza.
Czy rzeczywiście jazda na biopaliwie jest taka czysta? A jeśli mowa o kosztach: czy użytkowanie biopaliw jest ekonomiczne?
Cztery kilogramy zboża na litr
Po pierwsze, warto sobie uświadomić, jak biopaliwa są wytwarzane. Według profesora Davida Pimentela z Cornell University, już od roku 2001 wiadomo, że do produkcji etanolu potrzeba 70% energii więcej, niż to paliwo jej dostarczy. Przy ekstrakcji etanolu trzeba oddać 138,2 J energii, by odzyskać tylko 81,2 J z galonu paliwa. Statystyczne amerykańskie gospodarstwo rolne do wyprodukowania 1240 litrów etanolu potrzebuje 530 litrów paliw pochodnych ropy naftowej (źródło: MF Dnes), to kwestia czystości biopaliw staje się sporna. Argumentem przeciw jest też fakt, że cały proces pochłania duże ilości wody i energii. Przedstawiciel ONZ, Jean Zigler, bije na alarm, twierdząc, że do wyprodukowania 50 litrów bioetanolu potrzeba 232 kg zboża przemysłowego. Tym sposobem ekonomiczna maksymalizacja pożytku jest żadna, a produkcja biopaliwa negatywnie wpływa na poziom życia na świecie.
Rolnictwo służy nie tylko produkcji żywności, ale także dba o właściwe zagospodarowanie gruntów ornych. Na terenie Czech do produkcji biopaliw najczęściej używany jest rzepak – większość pól robi się wiosną żółta. Trójpolówka także straciła rację bytu, niektóre gospodarstwa w pogoni za zyskiem obsiewają areały cały czas tymi samymi roślinami, a dla utrzymania właściwości odżywczych gleby wykorzystują coraz więcej nawozów sztucznych.
Tymczasem w raporcie OECD z 2007 roku czytamy: „W sytuacji, gdy dla wartości dotyczących środowiska naturalnego nie będzie ustalona adekwatna cena rynkowa, pojawi się silna motywacja, by zastępować naturalne ekosystemy: lasy, mokradła, pastwiska, roślinnością potrzebną do produkcji biopaliw”. Już teraz miód, zamiast być mieszanką składników różnych roślin, jest głównie rzepakowy.
– Nie można jednocześnie nakarmić ludzkości, obniżać emisji, chronić różnorodności biologicznej i napędzać samochodów – skomentował raport w wywiadzie dla Financial Times przewodniczący okrągłego stołu OECD, Brice Lalonde.
Taniej, czyli drożej
Z punktu widzenia ekonomistów niejasne są warunki dotowania biopaliw. Ponieważ uprawa rzepaku jest czynnością rolniczą, jest dotowana jako produkcja rolnicza. Istnieją także dotacje celowe na pokrycie wysokich kosztów wytwarzania i tym sposobem produkcja biopaliw jest dotowana podwójnie. Podwójne dopłaty nie wpływają jednak na obniżkę kosztów jako takich. Co z tego, że kupimy to paliwo taniej, skoro państwo nie będzie mogło dofinansować innych elementów życia publicznego.
W wielu garażach podziemnych zakazane jest parkowanie pojazdów zasilanych biopaliwami. Przepisy budowlane nakazują specjalne modyfikacje takich miejsc z powodu bezpieczeństwa. Dlaczego jednak inwestorzy mieliby dodatkowo dopłacać do przystosowania parkingów? Nawet gdyby dopłacało do tego miasto czy państwo, pieniądze publiczne mogłyby być przecież wykorzystane w inny sposób. Można by jeszcze wymagać od państwa dopłat do wartości rezydualnej aut na biopaliwa.
Nasuwa się wniosek, że wszyscy dopłacamy do czystego powietrza, by pan prezydent mógł przyjechać Audi A8. Jednak tak samo wszyscy dotujemy produkcję zmodyfikowanych pojazdów czy biopaliw, nawet jeśli lider Partii Zielonych używa takiego auta jako ekologicznego argumentu.
Może lepiej to wypić?
W kontekście tych wszystkich kosztów, pojawiających się wokół biopaliw, warto wiedzieć o rachunku ekonomicznym, a nie tylko wierzyć w zielony świat. Dotacje można wykorzystać też, na przykład, na modernizację dróg i przyspieszenie ruchu drogowego. Niewykluczone, że nasza planeta byłaby bardziej zielona, gdybyśmy codziennie nie stali w korkach i mieli szansę ominąć miasto obwodnicą.
Staramy się zaoszczędzić, gdzie tylko jest to możliwe. Dobrze, że chcemy znaleźć alternatywne źródła energii i tańsze sposoby jej uzyskania. Ale dotacje przemienione w sieć drogową także oszczędzą pieniądze. Czas, jaki spędzamy w korkach, jest nie tylko stratą dla kierowców, ale także kosztem dla firm. Efektem jest ogólnospołeczny spadek efektywności produkcji.
Gdy weźmiemy pod uwagę aspekty makroekonomiczne, wysokie koszty produkcji biopaliw, duże zużycie zbóż czy trzciny cukrowej wpływają na ceny żywności. Dopłaty do paliw ekologicznych zmniejszają produkcję innych słabiej dotowanych lub mniej zyskownych roślin, co także przekłada się na wzrost cen rynkowych mleka i jego przetworów czy mięsa. W ten sposób ogólny rachunek ekonomiczny kierowcy jeżdżącego na biopaliwie będzie taki sam lub nawet wyższy, ponieważ musi on kupić droższą żywność oraz inne produkty codziennego użytku.
Dlatego uważam, że użyteczność biopaliw jest co najmniej dyskusyjna.
Posłanka Parlamentu Europejskiego, Eija-Riitta Korhola, skomentowała niedawno podobny raport OECD: - Obawy, jakie prezentuje OECD, są w pełni uzasadnione, zwłaszcza w sytuacji, gdy są naukowe dowody, że pozytywny wpływ stosowania biopaliw na zmiany klimatyczne jest znikomy. Jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę ich wpływ na jakość ziemi i wody, efekt będzie odwrotny od oczekiwanego.
I tu zasadne jest pytanie, które ostatnio zadał mi kolega: - Czy nie lepiej więc wypić ten spirytus, niż zatankować go do samochodu?
Ing. Petr Kosmák, Ph.D. jest ekonomistą i dyrektorem handlowym Sixt Full Service Leasing w Czechach. Artykuł był publikowany w czeskim piśmie Flotila nr 22.