W "Gazecie Wyborczej" pisze o tym Marcin Bojanowski. Przypomina, że obowiązkowe ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej (OC) musi wykupić każdy, kto ma samochód. Na koniec ubiegłego roku takie polisy miało 16 mln aut. Według szacunków Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego bez ważnego ubezpieczenia jeździło ponad 200 tys. osób.
Za brak OC grożą kary sięgające nawet 2 tys. zł, a także opłaty za odholowanie samochodu i jego postój na policyjnym parkingu. Posłowie uznali, że to zbyt ostre sankcje i zmienili kodeks drogowy tak, by samochodów bez ważnego OC nie zabierać z drogi. Wtedy zaprotestowali przedstawiciele firm ubezpieczeniowych, argumentując, że będzie to zachęta do jazdy bez OC. Zaproponowali też, by w przypadku zatrzymania auta bez ważnego ubezpieczenia przez policję, zabierać dowód rejestracyjny samochodu. Kierowca musiałby zostawić auto na najbliższym parkingu i przywieźć potwierdzenie polisy na komisariat.
Zgodzili się z nimi senatorowie, którzy wprowadzili do ustawy stosowne zapisy, a także przywrócili holowanie. Ustawa wróci teraz do Sejmu, który najprawdopodobniej już w przyszłym tygodniu odrzuci poprawki Senatu. A to oznacza, że żadnej kary poza mandatem nie będzie. Ubezpieczyciele przestrzegają, że wielu kierowców zrezygnuje z polis OC. Jeśli spowodują wypadek, odszkodowanie poszkodowanemu wypłaci Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Ale później będzie się domagał zwrotu pieniędzy od sprawcy wypadku. Można zakładać, że skutecznie. W ubiegłym roku - jak czytamy w "Gazecie Wyborczej" - nieubezpieczeni kierowcy wpłacili do jego kasy z tego tytułu ponad 14 mln zł.